środa, 10 maja 2017

Modowy must have na wiosnę (2017)


Cześć!

Chciałoby się powiedzieć, że wielkimi krokami zbliża się już lato, ale niestety choć w kalendarzu niemal połowa maja - ledwo zaczęła się wiosna. Zakładam, że podobnie jak duża część mojego otoczenia i Wy jakiś czas temu postanowiliście tę wiosnę przywoływać na różne sposoby, również te modowe. Ręka do góry kro już w marcu wyjął już rażące lakiery do paznokci i kolorowe żakiety. Ale, spokojnie, wolno nam! :)

Postanowiłam zrobić mały przegląd trendów na trwający już sezon wiosenny, a także zbliżający się letni. Nie jestem raczej fanką ślepego podążania za modą i odkąd odnalazłam swój styl na tyle, że czuję się w nim dobrze... to wybieram rzeczy raczej z jednej kategorii. Niemniej jak to kobieta lubię sobie pooglądać i zobaczyć co w trawie piszczy, a dziś również Was zapraszam do zapoznania się z moimi propozycjami "odświeżenia szafy".

Przede wszystkim - ramoneska. Ta konkretnie jest z Oakwood, ale dla chcącego nic trudnego i jej odpowiednik możemy znaleźć w wielu sklepach. Must have nie tylko wiosny, ale również jesieni, a między nami mówiąc tej zimy też zdążyłam ją ponosić. Kto powiedział, że musi być czarna? Żółta z pewnością wyróżni się z tłumu!

Numer dwa - żakiet. Lubię łamaną klasykę i uważam, że czarna ramoneska z białą koszulą wyglądają naprawdę elegancko, ale są sytuacje, w których marynarka jest bardziej wskazana od skóry. Czarną powinna mieć w szafie każda kobieta (polecam też jasną - białą lub beżową), a tej wiosny najmodniejszym kolorem jest ponoć zielony, więc co powiecie na propozycję od Banana Republic?


Numer trzy - sukienka z motywem kwiatowym. Uwielbiam! O ile zimą noszę sukienki raczej rzadko, tak latem zapełniam nimi szafę. Dwa lata temu znalazłam granatową w kolorową łączkę i choć zawsze twierdziłam, że to raczej nie mój styl, zakochałam się kompletnie. Powiem Wam, że ta powyżej też bardzo mi się podoba. Propozycja z Bonprixu.



Numer cztery - szorty. Podobno są modne, wiele dziewczyn je lubi, choć są kompletnie nie w moi stylu i raczej źle bym się w nich czuła. Ale przyznaję, że dobrze skomponowany zestaw (np. z koszulą) wygląda naprawdę fajnie. Te u góry z Mohito.

I numer pięć - buty! Mogłabym o nich mówić, mówić, i mówić... Na pewno polecam wszelkiego rodzaju sandałki - płaskie, na obcasie, szpilce czy koturnie (ponoć wygodniejsze). Mam kilka par i choć do ubiegłego roku wydawało mi się, że ich nie lubię, to chyba już nie wyobrażam sobie bez nich życia ;) Ale poza tym, trampki! Jedyne płaskie buty, poza tymi na siłownie, które posiadam i które mnie nie drażnią. Converse? Klasyka.

Czekam na Wasze propozycje - co dodalibyście do tej listy? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.