niedziela, 21 maja 2017

Świadoma pielęgnacja cery


Cześć! 

Przychodzę do Was dzisiaj z tematem, który na pewnym etapie życia (zwłaszcza) kobiet, każdą z nas zaczyna nurtować. Nie jestem w tym żadnym ekspertem, nie mam wykształcenia kierunkowego i nie czytałam dziesiątek poradników, które mogłabym Wam polecić (nawet tych najbardziej znanych), ale metodą prób i błędów wypracowałam swoją rutynę, zwyczaje i doszłam do momentu, w którym mogą powiedzieć: jest dobrze. O czym mowa? O świadomej pielęgnacji cery.

Nie chcę w tym poście opowiadać Wam o tym jak wygląda moja poranna czy wieczorna pielęgnacja, jakich używam kosmetyków i dlaczego właśnie tych, jak często stosuję dane zabiegi i dlaczego tak rzadko... O tym też będzie post, może w formie get ready, które chodzi za mną już od kilku miesięcy, a na które aktualnie naprawdę brakuje mi czasu - tak czy siak, to w innym terminie :)

Czym jest w ogóle świadoma pielęgnacja? I dlaczego kluczowym jest tutaj nie słowo pielęgnacja, a świadoma? Mogłabym się rozpisać tak bardzo, że mnie samej nie chciałoby się tego czytać, ale sprowadzę to do krótkiego hasła: poznawaniem swoich potrzeb. I w gruncie rzeczy to tyle. Bardzo często osoby mające (jakieś) problemy z cerą zadają pytania koleżankom, których te problemy nie dotykają: czego używasz. Zdradzę Wam pewien sekret - to nie ma znaczenia.

To, że dany kosmetyk dobrze sprawdza się u Waszej koleżanki nie znaczy, że Wam nie zrobi on krzywdy. Nie mówię już nawet o tym, że może wcale nie pomóc, ale o tym, że może zaszkodzić. Podobnie jest zresztą w przypadku poradników, które zazwyczaj będą sprowadzały się do pewnego schematu, w którym na drugim miejscu w porannej pielęgnacji (po żelu oczyszczającym) znajdują się wszelkiego rodzaju toniki, których ja na przykład nie stosuję, nie lubię i mimo wielu prób nie przekonałam się do nich nigdy na tyle, by zużyć choćby jedno pełne opakowanie.

Głównym problemem jest to, że większość z nas na początku swojej pielęgnacyjnej drogi wybiera kosmetyki niedostosowane do danego typu cery. A tych wyróżniamy trzy główne: suchą, tłustą i normalną. Ale to nie wszystko, są jeszcze takie jak: mieszana, wrażliwa, atopowa, ze skłonnościami (do przetłuszczania, wysuszania, zapychania, a także do alergii), naczyniowa i trądzikowa.

Ważną kwestią jest też to, że większość z nas łączy na swojej twarzy kilka rodzajów cery, dlatego też określenie danego jej typu wbrew pozorom nie należy do rzeczy łatwych, w konsekwencji czego przetłuszczamy i tak już suche miejsca bądź wysuszamy obszary wymagające nawilżenia. Wprowadzenie odpowiedniej pielęgnacji kosmetycznej powinno odbywać się w oparciu o wszystkie cechy naszej skóry, ze szczególnym uwzględnieniem tych najbardziej wymagających bądź dokuczliwych.

No dobrze, a teraz pytanie, jak samodzielnie określić rodzaj cery? 

1. Dokładnie umyj twarz preparatem do tego przeznaczonym (żelem czy mydłem), a następnie osusz ją rącznikiem (unikaj niepotrzebnego naciągania cery; osuszaj ją delikatnie, ale nie trzyj).
2. Odczekaj około 30-45 minut z aplikacją kremu, aby cera doszła do swojego "naturalnego" stanu.
3. Przyjrzyj się swojej twarzy.
    - mocne ściągnięcie (choćby partii) cery i napięcie skóry świadczy o jej przesuszaniu, a dodatkowe uczucie swędzenia i szorstkość, o wrażliwości;
    - czy ujścia mieszków na skórze są rozszerzone? czy dostrzegasz miejsca, w których cera nienaturalnie się błyszczy? wysoce prawdopodobne, że jest w tych miejscach tłusta;
    - oceń, czy koloryt skóry w każdej jej partii jest równomierny i czy w niektórych miejscach nie jest ona cieńsza. jeśli dostrzegasz widoczne pod nią naczynia krwionośne - masz cerę naczynkową;
    - a teraz test pamięci: przypomnij sobie jak Twoja cera reaguje na szybką zmianę temperatury, wilgoci, spożywanie ostrych przypraw lub alkoholu.
4. I pamiętaj, że skóra twarzy może być jednocześnie sucha na policzkach i przetłuszczająca się, np. w tzw. strefie "T".

Poza tym chciałabym też, byście miały świadomość tego, że każda z nas popełnia błędy i musi minąć trochę czasu (i trochę kosmetyków ;)), byśmy znalazły perełki, które zostaną z nami na dłużej. Pamiętajmy też, że raz zdiagnozowany typ cery (np. w wieku nastoletnim) prawdopodobnie niejednokrotnie zmieni się w ciągu naszego życia. Czy to za sprawą ciąży, gdzie szaleją hormony, czy klimatu, czy choćby z uwagi na proces starzenia się, który każdą z nas przecież dotyka. Kolejną ważną kwestią jest dieta, która może zarówno pomóc jak i zaszkodzić.


Na koniec kilka rzeczy, o których warto pamiętać: 
- pamiętajcie, że najważniejszą rzeczą w pielęgnacji jest systematyczność; nawet najlepsze kosmetyki, stosowane rzadko i nieuważnie, niczego nie zdziałają,
- szczególnie w przypadku cery suchej warto pamiętać o nawadnianiu organizmu od środka (picie dużych ilości wody ma zbawienny wpływ nie tylko na cerę :)),
- w zbliżającym się okresie letnim warto zaopatrzyć się w kremy z filtrem, by nie wysuszać skóry i uniknąć przedwczesnego powstawania zmarszczek,
- i nie zapominajcie o aplikacji kremu! o ile osoby z cerą suchą i skłonną do przesuszania się raczej rzadko ten krok pomijają to miejcie na uwadze, że cera tłusta również potrzebuje nawilżenia. Wierzcie mi na słowo, że (dobry) krem jest podstawą pielęgnacji (i wcale nie musi kosztować majątku!)

A w nawiązaniu do tego ostatniego to chciałam Wam przypomnieć, że wczoraj zaczęła się w Rossmannie promocja 2+1 (dla osób korzystających z aplikacji 2+2) na kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Jestem pewna, że każda z Was znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo nie zapominajmy o naszych mężczyznach, którzy raczej się do tego nie przyznają, ale w ich życiu także przychodzi czas, kiedy zaczynają się o swoją cerę martwić i... jeśli czasami ubywa Wam kremu to wiedzcie, że coś jest na rzeczy ;)


źródło zdjęć: sieć
0

środa, 17 maja 2017

Sherry Argov - Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy?



Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy to poradnik śmiały i zabawny. Sherry Argov wyjaśnia kobietom, jak z przygodnego związku stworzyć głęboki i trwały. Bez cackania się, ze szczerością i zadziornością wyjaśnia, dlaczego bycie miłą do bólu niekoniecznie sprawi, że facet będzie bardziej oddany. Albowiem kobietą, jakiej on pragnie, jest zołza.
Autorka przytacza autentyczne rozmowy z mężczyznami, którzy bez cienia skrępowania udzielają drobiazgowych odpowiedzi na takie oto pytania:
• W jaki sposób mężczyźni manipulują związkiem, chcąc go utrzymać na niezobowiązującej stopie?
• Czy mężczyźni świadomie sterują emocjami kobiet?
• Jak ona może go przekonać, że zaangażowanie w związek było jego pomysłem?
• W jaki sposób kobieta może sprowokować oświadczyny, nie mówiąc słowa o małżeństwie?

Bez względu na to, czy jesteś singielką, mężatką, świeżo po rozstaniu, czy po prostu masz dość rodzinki, która radzi ci złowić męża, „bo czas leci”, Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy to nieodzowny poradnik, który pokaże ci, jak tryskać pewnością siebie, zdobyć jego serce i otrzymać miłość oraz szacunek, na jakie zasługujesz...

Dawmo, dawno temu słyszałam na temat tej książki dziesiątki opinii, w zdecydowanej większości pozytywnych, dlatego sama postanowiłam po nią sięgnąć. Jako że teraz, za sprawą nowego wydania, przeżywa swoją drugą młodość, postanowiłam podzielić się z Wami swoją opinią na jej temat. Na początek szczerze Wam powiem, że nigdy wcześniej nie zatrzymałam się (na dłużej) przy żadnym poradniku. Po ten sięgnęłam z czystej ciekawości. Chciałam zobaczyć o czym mówią setki kobiet na całym świecie. I... przyznaję, że pani Argov porwała mnie niemalże od początku. Może nawet nie tyle treścią, co swoim stylem. Ale od początku.

Zakładam, że wiecie już, że jestem czytelnikiem wymagającym i jeśli coś nie wciągnie mnie od początku, zazwyczaj zdania na temat danej lektury już do końca nie zmienię. Nawet, jeśli po zamknięciu książki stwierdzam, że "jednak nie było tak źle, jak założyłam", tego co na dzień dobry uznam za nienajlepsze, do kategorii dobrego już nie przypisuję. Tym, co mnie najczęściej zraża jest styl autora. Szanuję oczywiście zdanie tych, którzy się ze mną nie zgadzają - każdy z nas lubi coś innego i to, co do mnie nie przemawia, Wam może się podobać.

Otwierając Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy? miałam wrażenie, jakbym zamiast książki otworzyła... bloga. Albo poszła na spotkanie z kobietą, która nie zadając pytań, zaczyna udzielać na nie odpowiedzi. W każdym razie nie była to terapeutka, a raczej sąsiadka. Ktoś, kto podchodzi do tematu całkiem na luzie i potrafi powiedzieć chyba oszalałaś! chociażby podejrzewając mnie (nas, kobiety) o opisane w Zołzach zachowania.

Żeby nakreślić Wam schemat tej książki, mogłabym powiedzieć, że jest to lista najczęściej popełnianych w relacjach damsko-męskich błędów. A zasadą w nich najważniejszą jest: im mniej się starasz, tym lepiej wychodzi.  Wbrew powszechnemu przekonaniu, mózg faceta nie jest żadną ślepą uliczką, czarną dziurą czy martwym punktem. Chociaż nad tym ostatnim można by się chwilę zastanowić... Okej, nie w tym rzecz. Myślenie facetów jest schematyczne. Nie trzeba być wróżką, żeby przewidzieć niektóre zachowania, wystarczy zagłębić się w ich psychikę. Tym z Was, które nie mogą przestudiować samców na żywo, polecam pomoc pani Argov. Tylko pamiętajcie - jak to z poradnikiem, nie traktujmy wszystkiego zbyt serio, żeby nie oszaleć. Wracając do błędów. Współczuję kobietom, które popełniają je wszystkie, a na pewno takie istnieją, ale na pewno nie ma wśród nas takiej, której udało się wszystkich uniknąć.

Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy? składa się z faktów i mitów na temat męskiego myślenia. Z zasad, którymi powinny kierować się kobiety chcące zatrzymać przy sobie facetów, a także rzeczy absolutnie zakazanych w tych relacjach. Wszystkie te reguły, zakazy i objaśnienia zachowane są w tonie koleżeńskiej rozmowy, wykluczonej z pseudo-psychlogicznych wywodów, poparte rzeczywistymi rozmowami z mężczyznami, które przeprowadziła autorka.

Oczywiście nie są to rady gwarantujące którejkolwiek z nas zamążpójście, a z czasem może się nawet wydawać, że im więcej z nich wprowadziłybyśmy w życie, tym więcej mężczyzn się od nas odsunie, ale pamiętajmy, że żaden poradnik nigdy nie zagwarantuje nam spektakularnego sukcesu, a jedynie wpłynie na nasz sposób myślenia i przede wszystkim postrzegania samej siebie. A nie od dziś wiadomo, że najważniejsze jest podejście. :)

Polecam tę książkę każdemu, kto choć trochę ciekaw jest tego, jak od kuchni działają relacje damsko-męskie, a także każdej kobiecie, którejwydaje się, że do szczęścia niezbędny jest jej mężczyzna.
0

niedziela, 14 maja 2017

Moja ciąża z edziecko.pl - aplikacja, którą polecam.



Cześć brzuchatki i nie tylko. 
Dziś przychodzę do Was z aplikacją na telefon komórkowy ( jeśli jeszcze nie wiecie to bardzo lubię świat elektroniki/ komputerów i tego typu bajerów. :) Aplikacja ta to nic innego jak - moja ciąża. Prowadzi nas przez każdy tydzień życia płodu. Jest to jedna z najbardziej popularnych aplikacji dla przyszłych mam. Ja korzystałam z niej przy pierwszej ciąży i jak zobaczycie przy drugiej również. Od czasu "pierwszego spotkania" doszło kilka fajnych dodatków, o których opowiem Wam kilka słów.
Z własnego doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że aplikacja jest jak najbardziej "na czasie" pod względem panujących w Polsce reguł co do ilości badań. Zawsze gdy przeczytałam, że na danej wizycie czeka mnie badanie usg - tak też było.

Aplikacja przeprowadzi Was od pierwszych dni ciąży do porodu. Znajdziecie praktyczne ciążowe porady wraz z filmami i zdjęciami pokazującymi rozwój dziecka. Zaleta są też pomocne dodatki takie jak: organizer, kalkulator wagi, kalkulator tygodni ciąży, wyprawka, imiennik, itp.  
Gdy niepokoją Was jakieś objawy jest 99% szansy, że znajdziecie odpowiedź na to co się dzieje z Wami bądź maluszkiem. 

W organizerze ciążowym będziecie mogły dodawać ważne wydarzenia dotyczące ciąży, jak wizyty lekarskie, badania, a także kompletować torbę do porodu i wyprawkę dla dziecka.

Dodatkowym atutem jest na pewno kalkulator wagi w ciąży, który pozwoli przewidzieć, jak będzie zmieniała się Wasza waga.

Aplikacje pobierzecie bez problemu w sklepie play. Wiem, że również jest dostępna na ISO. Następstwem tej aplikacji jest aplikacja "moje dziecko", którą prowadzi nas przez pierwszy rok życia maluszka - chcecie post o niej? :)


0

środa, 10 maja 2017

Modowy must have na wiosnę (2017)


Cześć!

Chciałoby się powiedzieć, że wielkimi krokami zbliża się już lato, ale niestety choć w kalendarzu niemal połowa maja - ledwo zaczęła się wiosna. Zakładam, że podobnie jak duża część mojego otoczenia i Wy jakiś czas temu postanowiliście tę wiosnę przywoływać na różne sposoby, również te modowe. Ręka do góry kro już w marcu wyjął już rażące lakiery do paznokci i kolorowe żakiety. Ale, spokojnie, wolno nam! :)

Postanowiłam zrobić mały przegląd trendów na trwający już sezon wiosenny, a także zbliżający się letni. Nie jestem raczej fanką ślepego podążania za modą i odkąd odnalazłam swój styl na tyle, że czuję się w nim dobrze... to wybieram rzeczy raczej z jednej kategorii. Niemniej jak to kobieta lubię sobie pooglądać i zobaczyć co w trawie piszczy, a dziś również Was zapraszam do zapoznania się z moimi propozycjami "odświeżenia szafy".

Przede wszystkim - ramoneska. Ta konkretnie jest z Oakwood, ale dla chcącego nic trudnego i jej odpowiednik możemy znaleźć w wielu sklepach. Must have nie tylko wiosny, ale również jesieni, a między nami mówiąc tej zimy też zdążyłam ją ponosić. Kto powiedział, że musi być czarna? Żółta z pewnością wyróżni się z tłumu!

Numer dwa - żakiet. Lubię łamaną klasykę i uważam, że czarna ramoneska z białą koszulą wyglądają naprawdę elegancko, ale są sytuacje, w których marynarka jest bardziej wskazana od skóry. Czarną powinna mieć w szafie każda kobieta (polecam też jasną - białą lub beżową), a tej wiosny najmodniejszym kolorem jest ponoć zielony, więc co powiecie na propozycję od Banana Republic?


Numer trzy - sukienka z motywem kwiatowym. Uwielbiam! O ile zimą noszę sukienki raczej rzadko, tak latem zapełniam nimi szafę. Dwa lata temu znalazłam granatową w kolorową łączkę i choć zawsze twierdziłam, że to raczej nie mój styl, zakochałam się kompletnie. Powiem Wam, że ta powyżej też bardzo mi się podoba. Propozycja z Bonprixu.



Numer cztery - szorty. Podobno są modne, wiele dziewczyn je lubi, choć są kompletnie nie w moi stylu i raczej źle bym się w nich czuła. Ale przyznaję, że dobrze skomponowany zestaw (np. z koszulą) wygląda naprawdę fajnie. Te u góry z Mohito.

I numer pięć - buty! Mogłabym o nich mówić, mówić, i mówić... Na pewno polecam wszelkiego rodzaju sandałki - płaskie, na obcasie, szpilce czy koturnie (ponoć wygodniejsze). Mam kilka par i choć do ubiegłego roku wydawało mi się, że ich nie lubię, to chyba już nie wyobrażam sobie bez nich życia ;) Ale poza tym, trampki! Jedyne płaskie buty, poza tymi na siłownie, które posiadam i które mnie nie drażnią. Converse? Klasyka.

Czekam na Wasze propozycje - co dodalibyście do tej listy? :)
0

niedziela, 7 maja 2017

CO PRZYNIÓSŁ NAM TEN MIESIĄC? - CZYLI 10 MIESIĄC ŻYCIA KAROLINY.

Dzień dobry!
Przychodzę do Was dziś z kontynuacją serii, którą rozpoczęłyśmy na blogu. "Co przyniósł nam ten miesiąc?" Przypomnę Wam, że będę co miesiąc podsumowywać miesiąca z życia mojej córki Karoliny. Pamiętajcie drodzy rodzice, że czekam również na Wasze podsumowania miesiąca życia malucha!

Pamiętacie jednak, że każde dziecko jest inne. Nie porównuj nigdy swojego dziecka do innego! 

Karola bez problemu stoi już bez trzymanki, ale nadal boi się puścić by pójść. Ale łapanie równowagi z dnia na dzień wychodzi jej coraz lepiej. 
Opanowane ma do perfekcji mówienie `pa`. Czasem nawet zdaży się jej pomachać. Lubi bawić się piłkami, a w szczególności wyrzucać wszystkie małe ze swojego basenu. 
Trzyma sama dzielnie butle i pije czy to mleko czy sok. Klepiąc w materac łóżka pokazuje, że chce wejść. Tuląc swojego misia Julka, że chce iść spać. Trochę powoli dogadujemy się już, bo dzielnie odpowiada `tak` czy to `nie` w rozmowie. 
Nie ukryje się przed nią już nic. Gdy tylko zauważy, ze coś schowałam przed nią od razu podąża za tym wzrokiem czy też całym ciałem. 

Karola nadal ma swoje dwie dolne jedynki, którymi lubi gryźć między innymi mnie.. Mam w ogóle wrażenie, ze w tym miesiącu ona przechodzi mały bunt. Jest bardzo niegrzeczna, nie słucha się, gryzie, bije czy to krzyczy po swojemu. Głównie na mnie, z tatą ma zupełnie inny kontakt. Jakby było inne dziecko, gdy on wraca z pracy. 

Największą zmianą w tym miesiącu było drastyczne ostawienie Karoli od cyca. Walczyłam by ten rok ją karmić, ale ze względu na zagrożoną drugą ciąże nie miałam wyboru. Opisze Wam kiedyś cały proces. Sama Karolina nie przeżyła tego tak bardzo, źle jak się spodziewałam. Drugi tydzień pije mleko modyfikowane bez problemu. Oczywiście je równie dużo stałych posiłków. Ba! Gdy widzi, że ktoś je przychodzi i krzyczy `daj`. 
W tym również miesiącu stała się posiadaczką kolczyków. Nawet nie zapłakała. ;)
0

środa, 3 maja 2017

Vivid Matte Liquid by Color Sensational - Maybelline


Cześć!

Przychodzę do Was dzisiaj z kolejną (po Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick) recenzją matowych pomadek. Tym razem na świeczniku lądują dwa kolory z linii Vivid Matte Liquid by Color Sensational od Maybeline - 35 Rebel Red oraz 40 Berry Boost. 

Zacznę od początku, czyli tego co większość tygrysków lubi najbardziej, a mianowicie od pierwszego wrażenia. Proste opakowanie, jak wiele innych dostępnych na rynku pomadek. Od razu wiadomo, że zanurzony w produkcie aplikator jest typową dla błyszczyków "szczoteczką", którą jedni kochają za precyzję w obrysowaniu ust, a inni właśnie za jej brak - nienawidzą. Ja je lubię, mnie nie przeszkadzają, jestem w stanie umalować nimi usta bez spędzania przed lustrem pół godziny na poprawkach.

Na stronie producenta czytamy, że:

Pomadki w płynie z gamy Color Sensational pozwalają wykonać wyjątkowy makijaż ust - podkreślają naturalny kształt ust dzięki wyprofilowanej końcówce aplikatora, nadając im kolor z matowym wykończeniem, a zarazem pozostawiając uczucie komfortu i nawilżenia na ustach.


Zanim przejdę do konfrontacji z obietnicami Maybelline chciałabym zwrócić uwagę na to, że większość z nas do tych pomadek z pewnością przyciągają kolory. Osobiście jestem wielką fanką czerwieni (mam ich kilka), dobrze się w nich czuję i nie potrafię przejść obojętnie obok takiego odcienia, który - no nie oszukujmy się - tak bardzo przykuwa uwagę. Bo przykuwa, prawda? :) W dodatku moje pierwsze spotanie z Vivid Matte to właśnie kolor 35., który dostałam w prezencie razem z identycznym lakierem do paznokci. (Maybelline Color Show nr 353) Cóż za symbioza!

Kremowa formula pomadki oferuje bogaty i długotrwały kolor z efektem ultra modnego matowego wykończenia. Płynna konsystencja produktów z gamy Vivid Matte Liquid pozwala na wyższe stężenie pigmentu, zapewniając wyższy poziom krycia i bardzo intensywny kolor na ustach.

Wracając do obietnic - kolor piękny, aplikator przyjemny w użyciu, zapach pomadki w porządku - przyjemny, nie duszący, niezbyt słodki, ale też nie mdły... Aplikacja przyjemna, bo produkt faktycznie jest aksamitny, nie daje uczucia wysuszenia na ustach. Chłonę z ust intensywność koloru, czekam aż nadejdzie ten oczekiwany matt... ale ta chwila nie nastąpiła. I, czytając później opinie w sieci odnośnie tych pomadek, wiem już, że to nie wina mojego egzemplarza, a całej tej serii, która choć nazywa się "Matte Liquid", z mattem ma wspólną jedynie nazwę, bo na pewno nie wykończenie.


Lubię matowe pomadki - od zawsze, zanim jeszcze stały się one modne. A z drugiej strony - szczerze nie znoszę błyszczyków i wszystkiego, co się klei. Czy to na ustach, czy na ciele (typu za gęste balsamy czy nieodpowiednio nałożona oliwka). I podejrzewam, że moja nienawiść do tego typu produktów już się nie zmieni. Ale! Choć Vivid Matte mattem nie jest, nadal jest to piękna pomadka w intensywnym kolorze, utrzymująca się na ustach względnie, "zjadająca się" równo, która (jako że nie jest matem) da się również zetrzeć w sposób dużo subtelniejszy i bardziej komfortowy niż większość produktów "wżerających się" w usta. Z prostego powodu - nie wżerania się. Wyżej już wspomniałam, że nie wysusza - zgadzam się z producentem co do kremowej konsystencji. I choć trochę zawiodłam się brakiem tego mattu (bo przecież po to kupuje się produkty mattowe, żeby mattowe były) - to jest to na tyle fajny produkt, że zakupiłam drugi kolor i szczerze je polubiłam.

Ostatnią rzeczą obiecywaną przez markę jest to, że pokochamy Vivid Matte za pięć rzeczy, więc oceńmy:
• idealnie matowe wykończenie makijażu ust - niestety nie;
• uczucie komfortu, nawilżenia i lekkości na ustach - zdecydowanie tak;
• bogaty, intensywny i długotrwały kolor - bogaty i intensywny na pewno, czy taki długotrwały... nie, ale nie skreślam ich pod tym względem, jest w porządku;
• płynną i kremową konsystencję - tak!;
• łatwą, przyjemną i precyzyjną aplikację - rzecz gustu ze względu na aplikator, jak pisałam wyżej, ja się zgadzam.

Podsumowując: czy polecam? Tak, ale nie dla kogoś szukającego mattu czy pomadki, której w ciągu dnia nie trzeba poprawiać. Tę z pewnością trzeba. W każdym razie cena jest przystępna, w drogeriach często zdarzają się promocje, więc jeśli jeszcze nie miałyście okazji zapoznać się z tym produktem, a chcecie - naprawdę zachęcam. A może już próbowałyście i chcecie podzielić się wrażeniami? :)
0

poniedziałek, 1 maja 2017

Wyprawka dla noworodka



Cześć,

Chciałabym na wstępnie bardzo, ale to bardzo przeprosić za moją nieobecność i brak postów z mojej strony. Moja nieobecność spowodowana jest tym, że spodziewamy się drugiego maluszka. Niestety ciąża jest wysokiego ryzyka i w dodatku zagrożona poronieniem. Bardzo źle ją znoszę. Jestem na lekach i w dodatku muszę cały czas leżeć. Jedyne co robię od kilku dni to wegetuje jak warzywo i biegam do łazienki wymiotować nawet po wodzie... Zbieram powoli siły, bo dużo przede mną i nie chce też Was zaniedbywać. Obiecuję poprawę. A dziś zrobimy kontynuację wyprawki. Czyli co mi się przydało przy Karoli przez pierwsze miesiące, a co zakupię na pewno przy drugim maluszku.Nie kupujcie wszystkiego nowego i w ilościach hurtowych jeżeli chodzi o ubranka. Większość z tych rzeczy nawet nie zdążycie ubrać. Ubranka 52-56 będą na tydzień góra dwa. Warto kupować używane, bo są to rzeczy niezniszczone i często w idealnym stanie. Nie wariujcie też przy zakupach, bo ta lista będzie się ciągle powiększać i powiększać a koszta wcale nie będą maleć a rosnąć. 


Ubranka - Powinny być uszyte z miękkich, naturalnych materiałów, luźne i wygodne. Z kupnem ślicznych sukienek, bluzeczek i spodenek lepiej poczekać, w pierwszych miesiącach najbardziej praktyczne dla dziecka będą body i pajacyki.

Body - Na początek najlepsze są ubrania rozpinane z przodu na całej długości. Później, gdy dziecko trzyma już dobrze główkę wystarczy zapięcie na ramieniu lub szeroki dekolt. Najlepiej kupić trzy bez rękawów i trzy z długimi rękawami.


Pajacyki -Najwygodniejsze dla początkujących rodziców niemowlęce ubranka. Najlepiej, by były rozpinane z przodu na całej długości i w kroku. Warto kupić trzy cieńsze i trzy grubsze.


Kaftaniki - To po prostu bluzeczki. Najlepiej, by były zapinane z przodu na napy. Ważne też, by rękawy były szerokie pod pachami. Nie kupujcie więcej niż pięć sztuk.


Śpioszki- Dobrze, by miały rozpięcie w kroku. Wystarczy pięć sztuk.


Czapeczki - Potrzebne będą dwie. Jedna cienka, bawełniana, a druga cieplejsza. Dobrze, by była wiązana pod brodą na troczki, inaczej będzie się zsuwać. Miałam, ale nie używałam ze względu na to, że Karolina urodziła się latem w największy upał. Przy drugim maluszku na pewno zakupię, bo urodzi się zimą. Rękawiczki - żeby nie drapało się malutkimi paznokietkami. 


Kombinezon - Potrzebny na spacery w chłodniejsze dni. Jeśli wasz maluch przyjdzie na świat latem, wstrzymajcie się z tym zakupem. Jesienią będziecie z pewnością potrzebowali innego rozmiaru. Karoli kupiłam dopiero jesienią, ale dla maluszka drugiego będę kupować już teraz ze względu na to, że przyjdzie zimą na świat. Kupię pewnie dwa - 0-3 miesiące i 3-6.


Skarpetki - Ważne, by nie uciskały nóżek. Trzy pary w zupełności wystarczą.


Pieluchy jednorazowe- Dla noworodka zwykle najlepsze są w rozmiarze newborn lub mini. W pierwszych miesiącach warto wypróbować produkty różnych firm. Nie wiadomo, które będą wam najbardziej odpowiadać.Nie rezygnuj zupełnie z pieluch tetrowych. Przydają się do położenia na przewijaku, podłożenia pod główkę, przykrycia malucha w upalny dzień.

Butelka - Jeśli zamierzasz karmić piersią, twojemu dziecku jest zupełnie zbędna. Podobnie jak smoczki, sterylizatory itp. Ja miałam kupione 2 butelki i smoczki, ale użyłam butelki dopiero w 4 miesiącu. Smoczka Karola w ogóle nie używała. 


Chusta - Jest wygodniejsza niż nosidło, zarówno dla rodziców, jak i dla dziecka. Można nosić w niej malucha od urodzenia. Jej wadą jest wysoka cena, na szczęście nie tak trudno uszyć ją samemu. Nie miałam, ale jest bardzo polecana w szczególności przy wcześniakach. 


Łóżeczko - Praktycznym rozwiązaniem jest możliwość zamontowania na jego nogach kółek i (lub) płóz. Jeśli wybierzecie nieco większy model, w którym można w ogóle zdemontować szczebelki, i pozostawić jedynie materac na stelażu, posłuży dziecku nawet do pięciu, sześciu lat. Materac - Nie powinien być zbyt miękki ani zbyt twardy. Najlepszy będzie z gąbki lub pianki, lateksu.


Nożyczki do paznokci -Muszą być dość cienkie i mieć zaokrąglone końce.


Oliwka - Podobnie jak różne balsamy i mleczka do ciała, potrzebna jest tylko przy suchej skórze. Większości niemowląt jest więc zbędna.Rożek - Noworodki lubią ciepło i czuć się skrępowanym przez pierwsze miesiące. U nas nie sprawdził się kompletnie ze względu na upał, ale przy drugim maluchu na pewno kupię. Zdecyduje się na te z minki bo są sztywniejsze. 


Wózek - Niezbędny dla niemowlęcia. Najlepiej, żeby był tradycyjny, głęboki z obszerną gondolą, dużymi kołami i dobrą amortyzacją. Odsyłam do postu mojego. Pisałam o spacerówce, ale wspomniałam również o gondolach. 




Fotelik samochodowy - Jeśli macie samochód, jest absolutnie niezbędny. Tylko w nim wasze dziecko będzie mogło podróżować bezpiecznie. Niemowlęta powinny jeździć w fotelikach przeznaczonych dla dzieci o wadze do 10, 13 lub 18 kg (tyłem do kierunku jazdy). Bardzo przydaje się też możliwość wpięcia w stelaż wózka (dlatego dobrze jest kupić wózek i fotelik tej samej firmy). Mieliśmy dwa. Jeden do wózka - użyliśmy kilka razy. Drugi używamy cały czas, aktualnie poszukuję od 10 do 18 kg.

Kocyk - Powinien być miękki, lekki i niezbyt duży. Raczej z polaru lub anilany niż wełniany (wełna często wywołuje alergię). Przydadzą się dwa na zmianę: jeden cieńszy, jeden grubszy. Polecam te z minki. Ja jestem zakochana w tym materiale. Karola ma swój jeden ulubiony z którym teraz śpi właśnie z minki, i kilka z innych materiałów. 


Leżaczek - Fantastyczne urządzenie, dzięki któremu niemowlę może bezpiecznie siedzieć, obserwując rodziców krzątających się po domu. Bezpiecznie można w nim jednak posadzić dopiero dwumiesięczne dziecko, nie ma więc pośpiechu z zakupem.


Pościel - Wystarczą dwie zmiany. Maluch potrzebuje lekkiej kołdry z poszwą i prześcieradła. Jeśli kupicie takie z gumką, nie będzie się zsuwać z materaca ani marszczyć. Mam jeden zestaw ze zwykłej bawełny i jeden z minki oba polecam. 


Maść przeciw odparzeniom - Jeden z nielicznych niezbędnych kosmetyków. Nawet w najlepszej pieluszce skóra okolic intymnych jest narażona na podrażnienie. Tu link do kosmetyków, które my używamy.


Nawilżane chusteczki - Przydadzą się, gdy będziecie musieli przewinąć dziecko poza domem. Na co dzień najlepiej myć pupę po prostu ciepłą wodą. Myłam wodą na początku potem już tylko chusteczki, nigdy problemów nie mieliśmy. 


Zabawki - Jedyna zabawka, którą naprawdę warto kupić w pierwszym miesiącu to karuzela nad łóżeczko. Nawet noworodek przygląda się mu z zainteresowaniem i z upodobaniem słucha spokojnej melodii płynącej z pozytywki. Mieliśmy i kompletnie się u nas nie sprawdziła. 

Wanienka - Najbardziej praktyczna będzie na stelażu (kąpiąc malucha nie będziecie nadwerężać kręgosłupa). Dobrze też, by miała odpływ. Mieliśmy zwykłą posłużyła przez kilka miesięcy. 


Ręcznik - Ten do kąpieli powinien być duży i miękki, przyda się też kapturek, ale wcale nie jest konieczny. Przyda wam się też mały, np. do wytarcia umytej pupy. 


Proszek do prania - Najlepiej, by był hipoalergiczny, przeznaczony specjalnie do niemowlęcych ciuszków. Malutkie dzieci mają bowiem bardzo wrażliwą skórę.


źródło zdjęć: google
0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.