czwartek, 23 marca 2017

Longstay Liquid Matte Lipstick


Cześć!

Przychodzę do Was dzisiaj z dość nietypowym jak na mnie postem, a mianowicie z małym przeglądem i recenzją pomadek Golden Rose. Jestem pewna, że je znacie, część z Was pewnie pokochała je od pierwszego wejrzenia (tudzież aplikacji ;)) i będziemy mogły podzielić się wrażeniami, bo szczerze mówiąc, nie do końca zgadzam się z większością opinii, które na ich temat miałam okazję czytać. Ale po kolei :)

Jak czytamy na stronie producenta:

Longplay Liquid Matte Lipstick to matowa pomadka w płynie gwarantująca perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości. 

Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie. Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzenie produktu. 

Producent zaleca odczekać chwilę po aplikacji, aby uniknąć rozmazania, a jako najlepszy sposób demakijażu proponuje płyn dwufazowy.

źródło: goldenrose.pl
Zanim zmierzymy się więc z tym, co nam obiecują, powiem jeszcze, że mamy do wyboru 17 odcieni pomadki. Ja jestem w stanie opowiedzieć o sześciu. O, przepraszam, siedmiu.

Zacznę od pigmentacji. Nie znam osoby, która miałaby okazję korzystać z tych pomadek i powiedziałaby, że są źle napigmentowane. (poznam jakąś?) Ładnie pokrywa usta jedną warstwą koloru, choć zakładam, że większość z nas - a na pewno ja - daje drugą, by uzyskać lepszy efekt. Ale te dwie warstwy, choć mnie zawsze wydaje się, że mam na ustach dużo produktu, nie tworzą brzydkiej, złuszczającej się warstwy. A niestety muszę przyznać, że wiele pomadek, zwłaszcza dających ładny efekt z początku, nieestetycznie "schodzi mi" już po kilkunastu minutach. (miewam tak czasami, na przykład, przy tych pomadkach w kredce z GR) 

Czytałam dość sporo zarzutów odnośnie zapachu tych pomadek - od tego, że jest zbyt intensywny do tego, że mdlący i nieprzyjemny.  Mam dość mocno rozwinięty zmysł węchu i wiele produktów mi przeszkadza, ale akurat w przypadku tych Mattów zapach mi się podoba. Jest taki... hm, powiedziałabym, że olejkowy. Coś na kształt kremów czy odżywek zawierających mieszanki olejów. Nie trzymam opakowania zbyt blisko nosa, więc jest okej ;) 

Aplikacja, co do której też były zarzuty, dla jest w porządku. Nie miewam problemów z obrysowaniem kształtu, nic mi się nie zlewa, nie "wyjeżdża" nieestetycznie. A dodam, że konturówek nie używam, nigdy. 

Na koniec zostawiam to, co pewnie interesuje Was najbardziej, czyli trwałość. Jestem tym dziwnym typem kobiety, która nakładając makijaż rano oczekuje, że utrzyma się on do wieczora w postaci niewytartej. Noszę w torbie jedynie perfumy i pomadkę, a i tak rzadko zdarza mi się tej drugiej używać, bo... nie mam na to czasu i nie chce mi się o tym myśleć. Nie miewam złudzeń, że jakakolwiek pomadka czy szminka utrzyma się na moich ustach do wieczora, a nawet przez połowę dnia, a jako że nie "latam" do lustra, wszelkiego rodzaju kosmetyki mają "test wytrzymałości" kiedy mam tę wolną chwilę i to lustro gdzieś, przypadkiem, mijam. Moim zdaniem - jest okej. Chociaż bez szału i powiedziałabym, że to chyba zależy od koloru. Najlepiej utrzymuje mi się niewątpliwie 13. (kolor na zdjęciu powyżej), albo - może bardziej w ten sposób - jest na tyle podobna do mojego naturalnego koloru ust, że nie widzę jak się "zjada". Jem, piję (gorące i zimne napoje) i uważam, że nawet kiedy coś "schodzi" to w dość równomierny sposób. Oczywiście najszybciej od tej bardziej "wewnętrznej" strony, ale to tylko pomadka, nie makijaż permanentny. :) 

Podsumowując - jeśli nie miałyście jeszcze okazji kupić sobie tej pomadki, o której głośno jest wszędzie, to polecam jak najbardziej. Zarówno nudzaki jak i te intensywne kolory. 

Kto próbował? Co myślicie? :)

Zdjęcia, jeśli nie podpisano inaczej, są moją własnością.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.